Domy na ulicy Wojska Polskiego zaraz po ich wybudowaniu. Ulica jeszcze nie zrobiona.
Domy przy placu Wolności Nawierzchnia jezdni jeszcze w budowie.
Z „Międzyrzeckiej gazety powiatowej” z dnia 25.11.1925 r. (środa, nr 276, dodatek)
W nocy z poniedziałku na wtorek o godz. 12:15 wjechał planowo na dworzec Nowy Zbąszyń pierwszy pociąg towarowy. Z okazji uruchomienia nowych obiektów kolejowych dyrektor Kolei Rzeszy Niemieckiej zaprosił w poniedziałek przedstawicieli prasy na przejażdżkę, dowód, że zarząd kolei naszego okręgu wie, jak szanować zdania niemieckiej prasy, jak i również z wyrozumiałością z nią współpracuje. Przytulnie urządzony wagon socjalny przewiózł przedstawicieli goszczącego urzędu jak również przedstawicieli prasy nowo wybudowana trasa ze Szczańca do Zbąszynka, która niedaleko od wsi odgałęziała się od starej linii Berlin – Poznań – Warszawa. Podroż została wykorzystana przez przedstawiciela kolei – Rostoskiego na wykład o powstaniu i budowie nowego dworca granicznego. Wskazał on najpierw na trudności, które powstały przy regulowaniu ruchu, następnie jak w 1920r. traktat wersalski spowodował na całym wschodzie Niemiec zerwanie połączeń kolejowych. Z czterech węzłów kolejowych położonych w okręgu wschodnim pozostały w Niemczech: Tczew (ruch w kierunku Gdańska i Prus Wschodnich), Piła (w kierunku Bydgoszcz i Wschowa – przez Leszno do Poznania). W odniesieniu do utraconego Zbąszynka było możliwe z jednej strony stworzenie w Polsce niemieckiego ruchu granicznego i celnego lub z drugiej strony wybudowanie nowego dworca na terenach niemieckich. Zdecydowano się na tę drugą możliwość. W 1923 roku zaczęto budowę. Ponieważ natychmiast po uregulowaniu przepisów granicznych ruch kolejowy musiał zostać wznowiony, przekształcono tymczasowo położone na trzech liniach na zachód od Zbąszynia dworce w Babimoście, Dąbrówce Wlkp. oraz Szczańcu na dworce graniczne. Miały służyć temu celowi tylko do momentu wybudowania nowego dworca granicznego, który skupiłby trzy linie Berlin – Frankfurt nad Odra – Zbąszyń, Cottbus – Gubin – Zbąszyń i Międzyrzecz – Zbąszyń. Nie było jednak łatwe ustalenie planu nowego dworca, który zadowoliłby zarząd kolei, urząd celny, pocztę i państwową służbę graniczną. Mimo wielu sprzeciwów i zarzutów można było na początku 1921r. przedstawić ministrowi Komunikacji Rzeszy Niemieckiej konkretną propozycję dotyczącą przebudowy linii kolejowej Szczaniec – Nowy Zbąszyń. Plan ten wyglądał tak, jak pokazuje to mapa, którą dzisiaj jeszcze raz publikujemy. Nowy węzeł kolejowy w pobliżu granicy między obiema głównymi liniami umożliwił bezpośrednie wprowadzenie linii przechodzących z zachodu i południa i stworzył równocześnie możliwość na tymczasowy ruch północ – południe z Międzyrzecza do Sulechowa i dalej. Przy akceptacji projektu zasłużyli się szczególnie: pastor Kunert z Chlastawy, komisarz powiatu Burger, starosta von Weibom, główny radca stanu Weinecke, główny inspektor kolei Rohde i rzecznik kolei Rostoski. Propozycja została zaakceptowana przez ministerstwo, które zarządziło sporządzenie dokładnego projektu opierającego się na miejscowych pomiarach. Już podczas prac wstępnych tworzenia nowego dworca protestowały położone w jego sąsiedztwie gminy, aby polepszyć ich sytuację komunikacyjną, która po przesunięciu granic i tak była niekorzystna. Do tych życzeń przychylił się zarząd kolei, z jednej strony przez utworzenie publicznej ładowni przy Nowej Wsi przeznaczonej głównie dla gmin i dóbr Kosieczyna i Nowej Wsi Zamek, z drugiej strony przez wprowadzenie w dniu 01.03.1923 r. przystanku Kosieczyn, połączonego z linią Międzyrzecz – Dąbrówka Wlkp., która wcześniej kończyła się w Zbąszyniu. Kroki związane z połączeniem do Międzyrzecza zostały jednak podjęte na czas przejściowy, który przewidziano na kilka lat i spowodowały, ze brak uporządkowanego ruchu kolejowego było mniej odczuwalne na terenach środkowej marchii granicznej. To wcześniej wymienione połączenie umożliwiło poza tym kierowanie ruchu z północy na linii międzyrzeckiej bezpośrednio do Szczańca, aby rozwiązać nierentowny dworzec graniczny w Dąbrówce Wlkp. W międzyczasie dojrzał projekt wspólnego dworca granicznego i celnego, tak dalece, że z początkiem 1923 r. mogło mieć miejsce jego policyjne sprawdzenie.
Problemy z terenem i położeniem.
Przez duże rozpostarcie nowych zakładów kolejowych ucierpiała silnie cała sieć dróg przyległego terenu. Musiano również uporać się z licznymi problemami przy pozyskiwaniu terenów pod budowę. Komisarz powiatu Burger doskonale wiedział, jak działać w tej sprawie, żeby zjednać sobie interesy gmin i ich mieszkańców i podporządkować je interesom ogółu. Jemu to należy podziękować, że żadna z wielu kwestii spornych nie doprowadziła do poważnych nieporozumień.
Jeszcze większe były problemy, które sprawiało ukształtowanie terenu. Główne drogi komunikacyjne Kosieczyn – Dąbrówka Wlkp., Kosieczyn – Nowy Gościniec i Chlastawa – Dąbrówka Wlkp. – wymieniając te najważniejsze – musiały zostać przeprowadzone przez tereny należące do kolei. Potrzebne do tego były liczne budowle architektoniczne (kanały podziemne), jak również częściowe przeniesienie dróg, przy czym dużym 250 metrów długim i 8 metrów pod ziemią znajdującym się kanale Kosieczyn – Dąbrówka Wlkp., wyniknęły na skutek braku naturalnego odpływu wody duże problemy z kanalizacją, które można było pokonać jedynie przez założenie sztucznego zbiornika z samodzielnie działającym urządzeniem podnoszenia stanu wody.
W innym miejscu można było w sposób szczególnie nieprzyjemny zauważyć złe warunki terenu. Gdzie indziej natomiast osuwały się nasypy, co wymagało niekończącego się trudu i pracy.
Wielkość nowego dworca.
Nowy dworzec jest zarówno niemieckim dworcem granicznym i celnym w ruchu między Niemcami a Polską, jak również ważnym węzłem kolejowym zastępującym stary dworzec w Zbąszyniu dla ruchu na terenie Niemiec. Z powodów finansowych nie było do tej pory możliwe wybudowanie linii dla ruchu osobowego, jak również brak jest jeszcze rampy ładowniczej, i tak np. wagony z meblami nie mogą być w Nowym Zbąszyniu przeładowywane. Ale jej wybudowanie zaplanowane jest na wiosnę.
W odniesieniu do ruchu osobowego istnieją zamiary nieprzepuszczania pociągów z północy przez Międzyrzecz do Polski, a rozkład jazdy ma zostać tak ułożony, aby przybywający stamtąd podróżni mieli natychmiast połączenie z innymi liniami. Stacja w szczególności służyć ma swojemu przeznaczeniu, czyli jako stacja końcowa i rozrządowa dla wszystkich pociągów towarowych i osobowych niejadących do Polski; tzn. wszystkie pociągi towarowe przejeżdżające do Nowego Zbąszynia będą tu na nowo zestawiane i odprawiane w dalszą drogę oraz wszystkie mają zmieniać tu lokomotywy. Ze względu na to dzieli się dworzec na teraz otwartą część dla ruchu towarowego z do tego potrzebnymi torami, warsztatami naprawczymi lokomotyw i wagonów, budynki zakładowe, celne i na część do zagospodarowania dla ruchu osobowego.
Do części towarowej należą m.in.na 150 metrów długa hala celna i towarowa, ze specjalnym budynkiem urzędu celnego i odprawy celnej, warsztat naprawy lokomotyw z 24 stanowiskami, warsztaty naprawy wagonów, dwie wyposażone w najnowsze urządzenia nastawnie, które zostały zaprezentowane według najnowocześniejszych technologii, górkę rozrządową, rampy przeładunku bydła oraz przytulnie wyposażone budynki zarządu. Symbolem Nowego Zbąszynia jest 40 metrów wysoka, architektonicznie bardzo ładna wieża ciśnień, która chowa w sobie dwa zbiorniki wodne, jeden do wody potrzebnej w osiedlu, drugi do niezbędnej lokomotywom i pozostałym celom kolei. Trzy płynące 60 metrów pod ziemią żyły wodne zasilają pompy. Miarodajny obraz wykonanych prac pokazują następujące liczby: do tej pory położono 1 900 000m3 ziemi, zainstalowano telegraf i zasilanie urządzeń obsługiwanych przez nastawnie, dostępnych jest 225 000m3 niezabudowanych terenów pod budownictwo mieszkaniowe włączając osiedle, wykopano 11 rowów drogowych i kanałów podziemnych, w sposób nowoczesny, opierający się na najnowszych doświadczeniach. Dla wszystkich tych urządzeń kolejowych potrzebne było pozyskanie terenów wielkości 862 mórg, do którego przyczyniły się gminy Kosieczyn, Chlastawa, Bronikowo i Brudzewo.
Poprzez na tak wielką skalę prowadzoną budowę, południowo-wschodnia część powiatu osiągnęła przez odważne starania to, że przy wsi Kręcko, położono podczas prowadzenia linii z Babimostu przez Podmokla do Zbąszynka tor łączący, który dołączono do ruchu publicznego. Zainteresowane tym wsie, w szczególności Kręcko musiały ponieść koszty w wysokości 120 000 złotych marek.
Osiedle Nowy Zbąszyń.
Dla stacji kolejowej o znaczeniu Nowego Zbąszynia istnieje oczywiście duże zapotrzebowanie na urzędników kolejowych, pocztowych, służb granicznych i celników. Szczególnym zdaniem zarządów zaangażowanych w budowę był więc fakt, aby tym urzędnikom zapewnić wystarczające i zadowalające możliwości mieszkaniowe. W między sobą i okręgowym komisarzem budownictwa w Pile, zarząd kolei skonstruował, zgodnie z przepisami zabudowy miast, plan dla osiedla Zbąszynek, który pokrywałby zapotrzebowanie mieszkaniowe w wysokości 520 ognisk. Kolej zapewniła 267 mieszkań, urząd pocztowy 12 i państwowa służba graniczna 13. Wszystkie te mieszkania posiadały elektryczność, wodę z sieci, miejsce na winorośle i ogródki. Kanalizację z mechaniczno – biologiczną oczyszczalnią dostosowano do wymogów sanitarnych. Aby pokryć zapotrzebowanie mieszkańców na szkołę i kościoły, wybudowano liczącą dziesięć klas szkołę z wysokimi, jasnymi pomieszczeniami wraz z salą gimnastyczną, salę modlitewną i cmentarz, takie jak ma większość małych miast i to miało tymczasowo wystarczyć. Kościół katolicki i ewangelicki mają zostać w najbliższym czasie wybudowane.
Wykonanie tych wszystkich prac zapewniło miejsca pracy dla licznych rzemieślników i robotników. Tymczasowo przy budowie zatrudnionych około było 1800 robotników. Ale wiele musi zostać jeszcze zrobione. Dopiero najbliższe lata pokażą dzieło w całej okazałości. Byłoby za wiele, gdyby zechcieć opisać i pokazać to wszystko, co warte zobaczenia.
Transformacje w ciągu 8 lat – Max Bleschke.
Każdy historyk z pewnością będzie musiał drapać się po głowie ze wstydu, próbując ożywić Zbąszynek w szatach przeszłości. Szczerze mówiąc, Zbąszynek nie ma żadnej przeszłości! Przynajmniej nie w sensie historycznym. Ma korzenie co najwyżej w przedwczoraj i przeszło wiele transformacji w przeszłości i teraźniejszości, które wyraźnie pokazują niepowstrzymane dążenie Zbąszynka do perfekcji. Biorąc pod uwagę, że Zbąszynek, w pewnym sensie, ukończył szkołę średnią wraz z nadchodzącym i długo oczekiwanym otwarciem transportu pasażerskiego, a nasza osada ma przed sobą jedynie egzamin maturalny, aby stać się samodzielną gminą, warto zaoferować, że tak powiem, „spojrzenie wstecz”.
Praca dorywcza i lampy łukowe
Nie ma sensu mówić nic o księżycu. Wszyscy poeci wszystkich czasów i krajów próbowali go wykorzystać. Ponieważ znany jest z nocnych spacerów, zyskał reputację kobieciarza. Niewątpliwie jest ciekawy. Kiedy ostrożnie wygląda zza postrzępionej krawędzi ciemnego lasu, wyraźnie mruży oczy w każde okno.
Nawet Zbąszynku nie zawsze świeciło w nocy tak wieloma lampami łukowymi i sygnalizacją świetlną, jak teraz. Przy całym z szacunku dla poezji i romantyzmu, naturalne oświetlenie nie zawsze jest odczuwane jako wystarczające, zwłaszcza gdy trwają intensywne prace ziemne, co ma miejsce w Zbąszynku, lub gdy niebo jest zachmurzone, a może nawet pada deszcz. Wszyscy „tubylcy” ze Zbąszynka wciąż pamiętają nieprawdopodobne incydenty, na które byli narażeni, próbując odwiedzić swoje domy nocą. Na przykład, zdarzyło się, że ktoś nieznający terenu, nagle znalazł się z żoną w głębokim szybie ulicznym wykopanym na potrzeby kanalizacji. Znalezienie właściwych drzwi wejściowych nie było łatwe, biorąc pod uwagę podobieństwo wszystkich domów w głębi osiedla. Jeśli dodatkowo wewnętrzna równowaga uległaby lekkiemu zachwianiu, mogłyby się pojawić najsłodsze doznania (słodkie, oczywiście, tylko dla postronnego obserwatora).
Ale dziś, jakiż to wspaniały postęp. Latarnie uliczne zwisają w powietrzu na długim łańcuchu. Kopanie na ulicach jest dziś rzadkością, a deszcz wcale nam nie przeszkadza, bo wszystko jest pięknie wybrukowane. Księżyc dawno przestał być systemem oświetlenia.
Po otrzymaniu niezwykłego zaszczytu zostaje on odprowadzony do swojej komnaty. Nie powinno to jednak zachęcić wspomnianego pierwszego mieszkańca do uhonorowania Zbąszynka swoją wizytą w przyszłości.
Sala konferencyjna, z jej stylową praktycznością, również jest warta zobaczenia. Miejmy nadzieję, że ta praktyczność wpłynie na wszystkie przyszłe obrady i posiedzenia rady miejskiej. Nawiasem mówiąc, gdzieś w Rzeszy Niemieckiej przeczytałem następujący, godny uwagi napis ścienny: Mów, co chcesz, krótko i stanowczo, pozbądź się wszelkich pięknych słów. Kto niepotrzebnie zabiera nam czas, okrada nas – a tobie nie wolno kraść!
Z koszarowej stołówki do wagonu restauracyjnego Mitropa.
Wśród ludów tubylczych imię zwierzęcia lub członka plemienia jest zazwyczaj w jakiś sposób kojarzone z cechami, lub zwyczajami osoby noszącej to imię. Mysz polna, jak można przeczytać w każdej encyklopedii, to gryzoń należący do podgatunku norników, podobny do myszy domowej, o którym mówiono, że jest szkodliwy dla zbóż i innych upraw. We wczesnym Zbąszynku termin „mysz polna” nie odnosił się jednak do wspomnianego gryzonia. Wręcz przeciwnie, termin ten odnosił się do gościńca, stołówki, prostej konstrukcji z desek, kilku cegieł i papy, której wewnętrzne bogactwo nie było widoczne z zewnątrz. Architektonicznie jednak trudno było ją sklasyfikować. Podobnie, rzadziej można było ją określić jako sztukę przestrzenną lub element wystroju wnętrz. Przechodząc przez „stale otwarte drzwi”, bywało się w słabo oświetlonym, wąskim pomieszczeniu naprzeciwko stołu sprzedażowego, który służąc również jako lada barowa, aczkolwiek bez stołka barowego, był przykryty, powieszony i zastawiony po brzegi najróżniejszymi przedmiotami codziennego użytku. Był tam nie tylko alkohol, ale także miękkie mydło, a być może także sznurowadła. Pod niskim sufitem nieustannie unosił się zapach jedzenia, a ktoś ciągle jadł, pił lub trawił.
Jeden z pierwszych gościńców naprzeciwko dworca osobowego, nosił nazwę „Gościniec myszy polnej”.
Mijając stoisko z jedzeniem i szopę po lewej stronie, zwaną kuchnią, wchodziło się do lepszego pokoju. Tu na stole leżał koc, a dookoła stało kilka wiklinowych krzeseł. Stał tam również gramofon. Żeliwny piec na ścianie uparcie odmawiał dawania skromnego ciepła, nie wypuszczając do pomieszczenia gęstego dymu. Piec był obiektem eksperymentów wszystkich przybyszów, a niepoprawność i zdradliwość tego ognistego molocha zmusiły nas do rezygnacji
Prostota wcale nie jest wrogiem wygody. Otoczenie sprawiło, że głównym tematem rozmów były przeżycia z frontu. Co za różnica, że szpary w ścianach były tynkowane, a my siedzieliśmy w zaprawie, która niestety wciąż była wilgotna. Nad jeziorem Narocz, wiesz, kiedy byliśmy tam z X Pułkiem…, a może cegła spadła z dachu i niestety stali w linii upadku?. No cóż, jeśli tak. Cieszcie się, że to nie jedna ze schwerińskich kopalni, które zaatakowały nas pod Ypres… „Mysz polna” nie był jedynym miejscem gościnności we wczesnym Zbąszynku. Na dumnym szczycie góry, na drugim końcu osady, stał lokal gastronomiczny „Gościniec przy dworcu granicznym”. Był to również drewniany barak. Goście musieli pokonać kilka schodów, a następnie w zależności od statusu i rangi, mogli wejść do restauracji dwoma wejściami. Był tam również niewielki ogródek frontowy, który miał przywodzić na myśl niewymagający obraz tarasu lub ogrodu na dachu wśród niewymagających mieszkańców Zbąszynka. W środku znajdowało się nawet pianino, które wciąż wystarczało na skromne potrzeby. To właśnie tam organizowano rozmaite kolacje z golonką i inne uroczystości. Sala frontowa tej „restauracji” była bardzo duża. Aby zapełnić pustkę, pod ścianą stała duża rolka prania, obciążona ciężkimi kamieniami. Tu i ówdzie z sufitu zwisało melancholijnie kilka kolorowych papierowych chorągiewek, energicznie używanych przez muchy jako huśtawki. Kilka stolików ogrodowych i celowo zaprojektowany kontuar zastawiony wszelkiego rodzaju jedzeniem i napojami dopełniały wnętrza.
Obie restauracje już nie istnieją. Mieszkańcy Zbąszynka przenieśli się do gładkich drewnianych krzeseł w „Gościńcu pod lipami” („Gasthof zur Linde”) przy placu Wolności, do skromnie, ale gustownie urządzonych poczekalni dworcowych.
Wagon restauracyjny „Mitropa” powoli sunie w górę wraz z pociągiem. Podróżni ze znudzeniem patrzą na Zbąszynek. Angielka o przerażająco suchej urodzie unosi lornetkę i literuje nazwę stacji w swoim ojczystym języku. Następnie ponownie zagłębia się w menu… Gdy pociąg znów rusza, zamawia. Czerwony znak końca pociągu znika, elegancko zakręcając łukiem, oddalając się w odległy świat.
